Islandia: Klasztor Polskich Karmelitanek Bosych

23/12/2020 15:20
Redakcja


Islandia: Klasztor Polskich Karmelitanek Bosych

„Wobec Piękności Bożej”- to jubileuszowa płyta nagrana w latach 2019 – 2020 przez Siostry Karmelitanki jako dziękczynienie Miłosiernemu Panu za 80 lat istnienia islandzkiego klasztoru, w tym za 35 lat obecności polskiej wspólnoty na Islandii. Płyta zawiera 21 utworów w aranżacji i wykonaniu Sióstr Karmelitanek. Niektóre teksty to poezje wielkich mistyków Karmelu, czy też poetyckie modlitwy.

Nabywając tę płytę, wspierasz misyjny klasztor na Islandii i masz swój udział w głoszeniu miłości Jezusa aż po najdalsze wyspy.

Więcej o płycie:

Zwiastun albumu muzycznego polskich karmelitanek bosych na Islandii.

• Ks. Bp Reykjaviku, David Tencer o płycie

•Książeczka z tekstami

•Utwór z płyty do odsłuchania:

Płyte można nabyć również w Polsce: •wydawnictwo „Flos Carmeli” 

•sklep „Gość Niedzielny”

KLASZTOR POLSKICH MNISZEK KARMELITANEK BOSYCH NA ISLANDII

Historia klasztoru

„Po najbardziej odległe wyspy poniosę Twoje Imię, Panie.”  św. Teresa od Dzieciątka Jezus 

„Ziemia, którą wam dałem, jest krajem gór i dolin, pijącym wodę z deszczu niebieskiego. To ziemia, którą stale nawiedza Pan, Bóg wasz, na której spoczywają oczy Pana, Boga waszego od początku aż do końca.”  (por. Pwt 11,11-12) 

Islandzka ziemia – przestrzeń lawy i skał, prawie bez drzew – na pierwszy rzut oka nie kojarzy się z ziemią obiecaną – „krainą żyzną, obfitującą w mleko i miód”. Lecz na tej właśnie „pustyni” spodobało się Jezusowi „mówić do naszych serc” (Oz 2, 16) i tutaj doświadczamy dobroczynnej mocy spojrzenia, jakie w swej miłości ku nam kieruje. Każda z nas usłyszała w sercu Jego wezwanie, by „wyjść z ziemi rodzinnej” i przyjęła dar „kraju, który On wskazał” (Rodz 12,1). Dziś wszystkie możemy powiedzieć, że Islandia i nasz Karmel, to dar szczególny i bardzo osobisty – prawdziwy dom, poza którym trudno wyobrazić sobie życie. Polska, jako nasza pierwsza Ojczyzna, zawsze pozostaje bardzo nam droga i żywo dotykają nas wszystkie jej sprawy, lecz zarazem ukochałyśmy tę ziemię, Islandię – naszą drugą Ojczyznę i jej mieszkańców.

Islandia to specyficzny, pełen kontrastów kraj. Przede wszystkim bardzo mały, liczy bowiem niewiele ponad 330 tys. mieszkańców. Katolicy stanowią ok. 3,5% społeczności. Już samo to sprawia, że realia, w których żyjemy, są zupełnie inne od polskich. Narody wyspiarskie, ze względu na swe odosobnienie, mają swoistą mentalność i kulturę. Islandia pod tym względem zdaje się jednak być szczególna. Znaczne oddalenie od innych lądów (najbliżej stąd do Grenlandii – 280 km) – wręcz izolacja, tradycje Wikingów, niewielka populacja i twarde warunki życia, poprzez stulecia ukształtowały w tym społeczeństwie takie cechy, jak: wielka solidarność, poczucie obywatelskiej odpowiedzialności za swój naród, wrażliwość na drugiego człowieka. 

Istnienie życia zakonnego na Islandii jest ściśle związane z historią naszej Wyspy. Klasztory augustiańskie – 2 żeńskie i 5 męskich, które powstały tutaj w XII w. (a było to dużo, biorąc pod uwagę liczbę mieszkańców), przestały istnieć wraz z narzuceniem Islandii protestantyzmu. Kościół katolicki zaczął się odradzać dopiero pod koniec XIX stulecia. Wraz z nim stopniowo powracały zakony, były już jednak odbierane jako „instytucje z zewnątrz” i wciąż takimi pozostają, choć generalnie cieszą się uznaniem i szacunkiem. W tej rzeczywistości nie można liczyć na powołania miejscowe – jeśli ktoś czuje pragnienie pójścia za Jezusem, wybiera posługę pastora lub pastorki. Ale Jezus troszczy się o nasz Klasztor wzbudzając wciąż w sercach młodych Polek pragnienie życia z Nim właśnie w Karmelu na Islandii, dając moc i odwagę do opuszczenia Ojczyzny i bliskich z miłości do Niego. Ze wzruszeniem odczytujemy słowa, które usłyszała Rut od Booza, będącego figurą Jezusa: „opuściłaś ojca swego i matkę swoją, i swoją ziemię rodzinną, a przyszłaś do narodu, którego przedtem nie znałaś. Niech cię wynagrodzi Pan za to, coś uczyniła, i niech będzie pełna twoja nagroda u Pana, Boga Izraela, pod którego skrzydła przyszłaś się schronić”(Rut 2,11-12)

Nasz klasztor jest najstarszym sposród kontemplacyjnych klasztorów karmelitańskich w Skandynawii, równocześnie pierwszą polską fundacją zagraniczną z Karmelu. Jego historia rozpoczęła się w 1939 r. wraz z przybyciem karmelitanek bosych z Holandii. Na czele grupy fundacyjnej stanęła Matka Elżbieta, przeorysza klasztoru w Shiedam. Od pierwszego momentu wiadomość, że młody Kościół na Islandii potrzebuje wsparcia modlitwy kontemplacyjnej, odczytała jako wezwanie samego Jezusa. 

Warunki ekonomiczne ówczesnej Islandii – rzec można bieda – pozwoliły, by na początek przybyły statkiem tylko 3 mniszki i rozpoczęły budowę bardzo skromnego domu na obrzeżach miasteczka Hafnarfjörður, 12 kilometrów od Reykjaviku. Projekt klasztoru, ze względu na bardzo skromne możliwości finansowe, był zmieniany trzykrotnie (za każdym razem na mniejszy), tak, by był możliwy do zrealizowania. Nie dowiemy się już w tym życiu, jak wielkim trudem i cierpieniem były okupione te początki. Skąpe informacje, jakie pozostały, mówią o problemach ze zdobywaniem finansów i materiałów (na Islandię do tej pory trzeba sprowadzać niemal wszystko), otrudnych warunkach bytowych pierwszych „islandzkich” karmelitanek. Wybuch wojny zupełnie pokrzyżował fundacyjne plany. Islandia została praktycznie odcięta od Europy, a tym samym od wszelkiego ekonomicznego wsparcia, głównie z Holandii. Niewykończony klasztor stał się kwaterą wojsk – najpierw brytyjskich potem amerykańskich. Mniszki z grupy fundacyjnej, oczekujące w Holandii na wyjazd, zostały rozproszone po różnych klasztorach, a całe mienie, przygotowane na fundację – utracone. Dalsze dramatyczne wydarzenia to ciężka choroba Matki Elżbiety i konieczność czasowego wyjazdu sióstr do Karmelu w USA, gdzie rok później Matka Elżbieta zmarła.

Po zakończeniu wojny i powrocie dwóch pozostałych mniszek na Islandię, nastąpił czas niełatwych starań o odzyskanie klasztoru i wznowienie fundacji. Kolejne lata życia holenderskiej wspólnoty, już w większym składzie – bowiem zgłaszały się w Holandii dziewczyny chętne do wstąpienia do Karmelu na Islandii – również naznaczone były krzyżem. W islandzkich warunkach niedobory w odżywianiu, problemy z ogrzewaniem i ogólnie wielkie ubóstwo we wszystkich niemal dziedzinach, bardzo negatywnie odbijały się na zdrowiu. W wyniku kryzysu powołań w Holandii, wspólnota na Islandii zaczęła odczuwać także braki personalne (o powołaniach islandzkich nawet nie można było marzyć). W rezultacie kilka starszych karmelitanek stanęło przed koniecznością powrotu do Holandii. W 1983 roku mniszki, z wielkim żalem, opuściły Wyspę, z którą czuły się bardzo związane. W sumie przeżyły tu 44 lata. Położyły mocny fundament na tej ziemi i dały piękne świadectwo karmelitańskiego życia. Wciąż pozostaje ono żywe w pamięci starszego pokolenia Islandczyków.

Nie dziwi więc fakt, że wielu z nich gorąco pragnęło, by ze skromnej, klasztornej wieżyczki znów zabrzmiał dzwon wzywający mniszki na modlitwę. Wielką rolę w sprowadzeniu nowych karmelitanek odegrały siostry Józefitki. Jedna z nich zakopała nawet w karmelitańskim ogrodzie medalik św. Józefa, prosząc usilnie, by do opuszczonego klasztoru na Islandii przyprowadził nowe mniszki. Równocześnie trwały poszukiwania wspólnoty, która zechciałaby kontynuować to, rozpoczęte z tak wielkim trudem, dzieło karmelitańskiego życia. Kardynał Józef Glemp (który był uprzednio biskupem warmińskim), zwrócił się z tą propozycją do Karmelu w Elblągu. Św. Józef poważnie potraktował prośbę sióstr Józefitek – w dniu jego uroczystości, 19 marca 1984 roku, w środku nocy, 16-osobowa grupa polskich mniszek stanęła na islandzkiej ziemi, witana śnieżną zawieruchą i ciepłymi uśmiechami Islandczyków – na powitanie zapalili w klasztorze wszystkie światła, przygotowali kanapki i kakao. I tak rozpoczął się nowy etap w historii Karmelu – zarówno polskiego jak i islandzkiego.

Już w pierwszych dniach okazało się w jakim stanie jest klasztor. Przez nieszczelne okna wdzierały się do wnętrza wiatr i woda. W czasie sztormu podstawiałyśmy pod okna wiadra, by woda ściekała do nich po ścierkach. Brakowało dosłownie wszystkiego, począwszy od łazienek (były tylko dwa prysznice), stołów (habity szyłyśmy rozkładając materiał na podłodze w refektarzu), po naczynia kuchenne (były tylko dwa garnki). Babkę wielkanocną na pierwsze święta upiekłyśmy w metalowym pudełku po ciastkach, a ciasto wałkowałyśmy butelką po occie. To były naprawdę trudne początki… 

Wspólnota rozwijała się jednak szybko. Pomimo dużej jeszcze wówczas izolacji Islandii od reszty Europy, przybywało powołań – oczywiście z Polski. W ciągu 15 lat powstały dwie fundacje: w Norwegii (1990 r.) i w Niemczech (1998 r.). Przeprowadzenie koniecznych napraw i uzupełnienie braków w klasztorze rozciągnęło się na lata i było naszym szczególnym doświadczeniem, Jezus bowiem zaprosił nas, byśmy osobiście zaangażowały się w tworzenie także „zewnętrznej szaty” tego domu. Praca robotników jest na Islandii bardzo droga i nie było nas stać na zapłacenie firmom za niezbędne inwestycje. Mając zatem do dyspozycji tylko siłę własnych rąk, bez żadnego doświadczenia w tej dziedzinie, ale ufne w Jezusową pomoc, zabrałyśmy się same do malowania pomieszczeń, układania parkietów, płytek w łazienkach, prac hydraulicznych, elektrycznych i stolarskich. Z czasem nabierałyśmy coraz większej wprawy. Równocześnie, poprzez ten osobiście doświadczony trud, Jezus przeprowadzał swój tajemny plan w głębi naszych serc – poczucia wzajemnej zależności, solidarności, zaufania.

Podobnie było z ogrodem – nasze poprzedniczki w ostatnich latach nie były już w stanie o niego zadbać, zatem niewiele różnił się od okolicznych nieużytków: pełen kamieni i sproszkowanej lawy grunt, na którym nie rosło prawie nic prócz perzu, mchu i skrzypu. Tę surową, wypłukaną przez sztormy ziemię, Jezus złożył w nasze ręce, byśmy „czyniły ją sobie poddaną”. Rozpoczęło się mozolne zdobywanie gruntu pod uprawę – przekopywanie, usuwanie kamieni, nawożenie. Jakąż radość sprawił pierwszy zbiór ziemniaków posadzonych na kilku, w ten sposób zdobytych, metrach kwadratowych ziemi! Był to nie lada wyczyn przy bardzo prymitywnych narzędziach ogrodniczych, jakie wówczas miałyśmy do dyspozycji.

Islandzki klimat z krótkim, chłodnym i kapryśnym latem nie sprzyja uprawom. Mimo to dziś udaje się nam mieć na własne potrzeby marchew, buraki, kalafior, pomidory (tylko w szklarni), ogórki pod folią, choć to wszystko wymaga znacznie więcej nakładu pracy niż w Polsce. Zdarzało się, że część uprawy zniszczył sztorm, że w porywistym wietrze i strugach deszczu, ratowałyśmy na wpół wyrwane sadzonki. Chociaż nie nawiedzały nas wielkie klęski żywiołowe, jednak w islandzkim klimacie nieustannie towarzyszy nam poczucie pogodowej niepewności i zupełnej zależności od Tego, który czuwa nad tym skrawkiem lądu. Spontanicznie nasuwa się wyznanie: „Wszystko to czeka na Ciebie, byś dał nam pokarm we właściwym czasie” (Ps 104) oraz wdzięczność, że On, „puszczając wiatr ze swoich komór”, równocześnie „kryje nas w cieniu swej ręki” (Iz 49, 2).

By ogród stał się również miejscem bardziej odpowiednim do modlitwy (a nie tylko uprawnym polem), trzeba było go od początku zaplanować i urządzić. Starałyśmy się każdego roku dosadzać choć po jednym drzewku, ustawić jakieś ogrodzenie, by stworzyć większe zacisze na naszym „wichrowym wzgórzu”. Zdecydowałyśmy się na wyłożenie kostką brukową alejek, które w czasie deszczu były miejscami nie do przebycia (nie wspominając już o przejechaniu po nich wyładowanymi taczkami). Była to ogromna praca, rozłożona na lata, bo tylko tak można było jej sprostać przy zakonnych i domowych obowiązkach, gdyż i w tym przedsięwzięciu miałyśmy do dyspozycji niemal wyłącznie własne dłonie, złączone w jednym, wspólnotowym wysiłku. 

Wszystko to kosztowało wiele trudu ale równocześnie było lekcją wytrwałości, umiejętności samozaparcia i współpracy, rezygnacji z własnych ambicji na rzecz wspólnego dobra. Owocowało budowaniem więzi, lepszym poznawaniem się, odkrywaniem nowych talentów i wreszcie wspólnym radowaniem po zakończonym dziele. To jedna ze wspanialszych lekcji, której Jezus udzielił nam na tej surowej ziemi.

Islandzka natura, tak „dotykalnie” towarzysząca nam na co dzień, od swojej strony „opowiada o chwale Pana i dziełach rąk Jego” (Ps 19). W myśl św. Naszej Matki Teresy i św. Jana od Krzyża, piękno natury pozwala odnajdywać Boga wszędzie i we wszystkim. Nawet chmurna pogoda zdaje się mówić: „Obłok i ciemność są wokół Niego” ( Ps 97) – On jest pełną światła Tajemnicą, zakrytą teraz dla naszych oczu. Mimo, iż ta „niewidzialna rzeczywistość” jest bardziej realna niż słońce jaśniejące ponad pokrywą chmur, tutaj możemy wiedzieć to jedynie przez wiarę i żywić nadzieję na oglądanie jej kiedyś w pełnym blasku. Jakże to bliskie naszej karmelitańskiej duchowości – doświadczeniu nocy ciemnej! 

A jednak, jak to bywa w życiu duchowym, po nocy nastaje dzień. Tak też jest i w naturze. Na Islandii, od końca maja do końca lipca, cieszymy się nieustannym dniem – białymi nocami. Właśnie wieczorem, wraz z gwarem miasta, cichnie i wiatr, a pokój ogarniający, zalaną liliowo-złotym blaskiem ziemię, stwarza wyjątkową atmosferę skupienia i modlitwy. Nie tylko zresztą wtedy Islandia skłania serce do „spojrzenia w niebo”. Ma się wrażenie, że ta naga, jakby bezbronna przestrzeń lawy i skał, cała się ku niebu otwiera. Bo na tym przecież polega doświadczenie pustyni, by człowiek dotknął swojej tęsknoty, swej samotności pod niebem, i wsłuchał się w głos Tego, który chce mówić wprost do serca.

Na tej ziemi, każdy przejaw życia zdaje się być małym cudem: delikatna koronka mchu, wrzosu, czy macierzanki, utkana na podłożu z lawy, albo holtasóley – islandzki narodowy kwiat, który wychyla się spośród kamieni, zwracając białe, niemal przeźroczyste płatki ku promieniom bladego słońca – to zachwyca i zdaje się śpiewać hymn o potędze życia. Ale ta kraina sprzeczności „głosi moc i potęgę Pana” również poprzez zaskakujące „dziwy” natury: począwszy od niezwykłych barw nieba i takich zachwycających zjawisk, jak tęczowe chmury, czy zorza polarna, po gejzery, ekshalacje wulkaniczne w postaci fumaroli i solfatar sąsiadujące z masywem lodowców, przez liczne, malownicze wodospady, czy niezwykłe twory skalne, powstałe wskutek zderzenia się żywiołu wody i roztopionej lawy. Coś z tego można odczuć nawet w domu: gorąca woda w kranie (również w kaloryferach) pochodzi z gejzerów i ma charakterystyczny zapach siarki. Zimna natomiast – przefiltrowana przez warstwy lawy – jest bardzo czysta, obfituje w składniki mineralne i można ją pić wprost z kranu. To niezwykłe, że w tym zimnym kraju Pan w ten sposób zadbał o jego mieszkańców – życiodajne ciepło tryska wprost z ziemi!

Islandia to wyspa młoda pod względem geologicznym, wciąż jeszcze pozostająca na etapie tworzenia się. Pod skorupą ziemi nieustannie coś się dzieje – tutaj rzeczywiście „drży ziemia, gdy Pan na nią patrzy; gdy dotyka gór, one dymią” (Ps 104). Wielokrotnie odczuwałyśmy trzęsienia ziemi na naszym aktywnym sejsmicznie półwyspie Reykjanes, również kilka razy podczas naszego tutaj pobytu wybuchł wulkan.

Utrzymujemy się głównie z pracy własnych rąk. W przyklasztornym sklepiku mona nabyć nasze ręcznie malowane lub ozdabiane sztucznymi kwiatami świece, kartki okolicznościowe. Wypisujemy ozdobne dedykacje do ksiąg gości, malujemy obrazy (olej, akwarela), robimy szopki na Boże Narodzenie i islandzkie pamiątki. W świecy kupionej u nas, Islandczycy dostrzegają znak naszej żywej obecności z nimi poprzez modlitwę. Również inne, wykonane u nas produkty, cieszą przede wszystkim dlatego, że mocno wierzą, iż wraz z nimi wnoszą w swoje domy nasze modlitwy. Ta praca jest też okazją, by lepiej poznać ludzi a Islandczykom daje możliwość zetknięcia się z klasztorem kontemplacyjnym (dla wielu pierwszy raz w życiu). Dostrzegamy w niej również wyraz Bożej Opatrzności, która troszczy się o najdrobniejsze sprawy naszego życia i także w ten sposób pozwala nam uczestniczyć w swym planie miłości i odpowiedzialności. (por. Potissimum institutioni 79). 

Jakże ważne dla Islandczyków jest nasze zapewnienie o duchowej jedności z nimi. Codziennie znajdujemy napisane intencje modlitewne w specjalnej skrzynce umieszczonej w kaplicy i odbieramy telefony i e-maile z prośbami o modlitwę. W Sercu Jezusa składamy troski i problemy tych, którzy szukają u nas wsparcia, zapraszamy do kaplicy, do wspólnej modlitwy. Wielu przyjmuje zaproszenie, a potem dziękują i mówią jak dużo siły i pokoju otrzymali w czasie tych kilku chwil modlitewnej zadumy. To wspaniałe usłyszeć takie słowa z ust protestantów. Jak przekonałyśmy się już wielokrotnie, dla ludzi szczerze szukających i kochających Boga, wyznanie nie stanowi żadnej bariery. Wielokrotnie słyszałyśmy zapewnienia Islandczyków, jak cenią fakt, że opuściłyśmy swój kraj, by tutaj zamieszkać, modlić się za nich i w ten sposób dzielić z nimi los. 

Jako wspólnota przeszłyśmy razem długi etap drogi. Razem stawiałyśmy czoła problemom i wspólnie dzieliłyśmy radości. Wspólnie odczytywałyśmy wolę Jezusa, starając się, „by to miłość rozstrzygała, czy coś ma być wykonane czy zaniechane, zmienione lub nie zmienione. By ona była zasadą działania i celem, do którego dążymy.” (kazanie bł. Izaaka, I t. Brewiarza). Doświadczyłyśmy ciężkiej pracy i trudów poszukiwania woli Bożej w naszym wspólnotowym życiu. Oprócz widzialnych efektów, nieporównywalnie większe i wspanialsze było to, czego Jezus dokonywał w naszych sercach, stwarzając bliskie, rodzinne więzi między nami. To właśnie wspólnota, rzec można, nadaje barwy i smaku całemu naszemu życiu na Islandii. Ona jest pomocą w chwilach trudnych, oparciem, gdy braknie sił, zachętą i światłem, gdy czyjeś ścieżki okrywa ciemność. O iluż to ciepłych słowach wsparcia i odwagi podarowanych przez wspólnotę może powiedzieć każda z nas! Jak wielkie poczucie bezpieczeństwa daje świadomość, że „dłoniom wspólnoty” można bez obawy się powierzyć, bo zawsze napotka się tu dłoń Jezusa. Można w pewnym sensie powiedzieć, że mamy tylko siebie. Ta świadomość daje poczucie „niezbędności” osoby żyjącej obok – Jezus na każdą z nas oczekiwał w progu tego Karmelu, każdą zaplanował i każdej wyznaczył niepowtarzalne zadanie we wspólnej wędrówce. On również dba, by to rodzinne ognisko każdej z nas dawało ciepło i to, co potrzebne na daną chwilę; byśmy wszystkie mogły wyznać za św. Naszą Matką Teresą:: „Dom ten jest prawdziwie rajem, dla tych, które całe swe zadowolenie położyły w tym, by podobać się Jezusowi”. 

Nasze dziękczynienie za dar powołania do Karmelu, naszą islandzką wspólnotę i samą Islandię, za wspólnie przeżyte lata, wplatamy w słowa islandzkiego hymnu państwowego, który wzbija się ku niebu z głębin serca świadomego swej kruchości, rzuconego na wody życia – podobnie jak ta Wyspa -„okruch” rzucona jest w bezmiar Atlantyku. Ta ludzka „kruchość” pragnie jednak wyśpiewać Jezusowi swój cały, krótki „dzień” życia, osiągając tym samym swoje całkowite spełnienie – w Jego miłości i uwielbieniu: Islandii Boże, ziemi naszej Boże, Sławimy imię Twoje pełne chwały! 

Jak aniołowie co gwiazdy i zorze

Splatają się w wieniec na Twą skroń wspaniały. 

Dla Ciebie jeden dzień jak lat tysiące,

A tysiąc lat jak jeden dzień znikomy,

Jak płatki kwiatu pokorne i drżące,

co czcząc Cię, więdną szybko jak źdźbło słomy.

Islandii Tysiąclecie, Islandii Tysiąclecie!

To także tylko dzień i tylko kwiecie,

Które nim skwitnie, wicher z ziemi zmiecie.

Więcej ważnych i ciekawych artykułów na stronie opoka.org.pl →

Źródło: emigracja.opoka.news