Chrzest w czasach pandemii

21/12/2020 13:30
Redakcja


W marcu tego roku mój cały świat zmienił się nie do poznania. W przeciągu zaledwie kilku dni wirus, o którym do tej pory słyszałam tylko z telewizji i mediów, stał się wyraźnie odczuwalną rzeczywistością w moim otoczeniu. Zaczęło się to od pierwszych dwóch potwierdzonych zakażeń na południu Holandii, lecz z każdym dniem liczba zakażeń wzrastała, gdyż wirus rozprzestrzeniał się błyskawicznie. Wkrótce potem wprowadzono pierwsze obostrzenia dotyczące zgromadzeń wewnątrz budynków, w tym świątyń i kościołów. Zarówno holenderskie parafie jak i polskie parafie na terenie Holandii musiały się przystosować do nowych warunków funkcjonowania, które różniły się w zależności od decyzji podjętych przez lokalne władze oraz ustaleń indywidualnych parafii. W niektórych holenderskich parafiach podczas tej pierwszej fali zakażeń postanowiono tymczasowo ograniczyć dostęp do kościołów i wyłącznie transmitować Msze święte na żywo. W tych niepewnych pierwszych dniach pandemii miałam okazję po raz ostatni (w tym roku) uczestniczyć w holenderskiej Mszy świętej, w prowincji Holandii Południowej. Było to bardzo wzruszające przeżycie, zwłaszcza dla holenderskich wiernych, którzy w przeciwieństwie do wiernych z niektórych polskich parafii nie mieli pewności kiedy po raz kolejny będą obecni w kościele. Pod koniec tej Mszy świętej holenderski ksiądz ze smutkiem ogłosił, że kościół zostanie zamknięty na czas nieokreślony. Zanim jednak drzwi zamknięto, musiał się jeszcze odbyć Chrzest jednej osoby dorosłej. Tą osobą był mój narzeczony holenderskiego pochodzenia, który od kilku miesięcy z zapałem przygotowywał się do przyjęcią sakramentu Chrztu świętego; miał on otrzymać nowe życie w Chrystusie w Poniedziałek Wielkanocny, jako pierwszy ze swojej najbliższej rodziny. Te plany zostały
jednak pokrzyżowane przez ustalenia lokalnych władz. Nie chcąc stawić czoła zarazie bez łaski uświęcającej, po krótkiej i gorączkowej naradzie postanowił w ostatniej chwili napisać pilną wiadomość z prośbą o Chrzest w następnym dniu. W ten sposób odbył się niepowtarzalny Chrzest, który natychmiast został przez nas nazwany „bojowym” ze względu na jego surowe okoliczności: w prawie pustym kościele, bez obecnego świadka lub rodziny neofity i w ostatnich minutach przed zamknięciem kościoła. Jedynymi zewnętrznymi znakami świadczącymi o wzniosłości tego wydarzenia były wystawiona misa chrzcielna, zapalone świece, odświętny ubiór niewielkiej grupy obecnych oraz odbijające się echem dźwięki pieśni „Iesu Rex Admirabilis”, naprędce przećwiczonej poprzedniego wieczoru. Wyjątkowa atmosfera przypominała potajemne zgromadzenia Chrześcijan w z wczesnych wieków Chrześcijaństwa, lecz budziła w nas również silną nadzieję że nawet w najtrudniejszych czasach nasz Bóg wciąż czyni cuda.

Bibiana Louer